http://litewski-zar.mylog.pl

Cień 2011-08-25 11:31:13

 

 

***

Noc... wokół panowała nieskazitelna ciemność, rozświetlana jedynie bladym światłem księżycowej tafli. Kilku zamaskowanych mężczyzn zatrzymało się przed drewnianym chramem.

- Na miłosiernego Peruna – wyjęczał jeden z nich, błyskając przy tym złośliwie brązowymi tęczówkami. Jego głos brzmiał niemal autentycznym przerażeniem. – Siostry pomóżcie... Konie nam ustały, ćmi się, a pełno zbójców w około!

Zapadło milczenie. Po chwili jeździec krzyknął kolejny raz.

- Zaklinam was na nasze bóstwa. Pomóżcie strudzonym wędrowcom!

W tym momencie duże, dębowe drzwi skrzypnęły lekko. Ich oczom ukazała się starsza kobieta o niemal siwych włosach w białej sukni. Nie zdążyła nawet krzyknąć. To była pułapka.

Z tym, że bracia nie wiedzieli, że obopólna.

  •  
    •  
      •  
        •  
          •  
            •  
              •  
                •  

                    ***

- Przeklęci głupcy! - syknął Wielki Mistrz, owijając się szczelnie białym płaszczem z czarnym krzyżem. Popatrzył spod byka na stojącego przed nim nieszczęsnego herolda złych wiadomości – Spartolili najprostszą misję. A niech ich piekło pokłonie.

- Mistrzu Konradzie, wzywałeś mnie - od drzwi odezwał się męski, twardy głos.

- Wynoś się – syknął do posłańca – Masz szczęście, że jestem w dobrym humorze. Ale kara cię nie ominie.

Blady młodzieniec skinął pospiesznie głową, po czym niemal wybiegł z komnaty zamku malborskiego.

- Bracie Winfriedzie. Wiem, że Ulrike jest w Trokach u boku naszego ulubionego Wielkiego Księcia. Znajdź ją i przyprowadź do mnie. Będzie cudownie, jeśli dorwiesz się także do Wielkiego Księcia. Tylko tobie mogę powierzyć tę misję. Zmienisz tożsamość. Nie sądzę, żeby cię rozpoznali. Trochę wody w Nogacie upłynęło nim byłeś nazywany na Litwie Czerwonym Diabłem znad Nogatu. Ale musimy być ostrożni. Dziewczyna może być zbyt dobrym źródłem informacji zarówno dla nas jak i dla tamtego litewskiego psa. A niech go szlag jasny trafi!

- Nie zawiodę cię, mój władco – skłonił się lekko.

 

***

 

Jurij syn Aleksandra zaskoczony oderwał się od lunety. To co zobaczył było dziwne. Bardzo dziwne. I przerażające... nigdy wcześniej czegoś takiego nie widział. Najpierw miał wrażenie, że gwiazdy rozpoczęły po nieboskłonie szaleńczy taniec, tworząc mozaikę w kształcie płonącego krzyża. Zaraz później ułożyły się w litery. Napis brzmiał <<amo>>, a może <<amatur>>. Właściwie nie był już niczego pewny. I to dziwne ułożenie planet. Perun w jednej linii ze Swarożycem zwiastował wielką namiętność, władzę i konieczność ogromnych zmian. Przerażony Jurij – nadworny astrolog Wielkiego Księcia – najpierw przetarł zaspane oczy, by za chwile potargać się po srebrzystej czuprynie.

Nagle zerwał się gwałtowny wicher, targający jego siwą brodą i rwący jego karmazynową szatę. Ciszę trokijskiej nocy przerwał gwałtowny trzask pioruna, padającego tuż obok zamku. Jeden, drugi, kolejny... raz po raz odzywały się w tej dziwnej ciszy grzmoty. Noc roziskrzyła się nadzwyczajnym światłem, blaskiem, żarem. Jurij syn Aleksandra padł na ziemię zdjęty przerażeniem. Zaczął się trząść, ukrywając twarz w pooranych zmarszczkami dłoniach.

Nagle wszystko ustało. Podniósł głowę i zobaczył przed sobą silnego, potężnego mężczyznę w sile wieku. Był groźny, ale też wspaniały. Potężny. Bił od niego nieziemski blask. Podszedł do astrologa i położył silną, podobną do niedźwiedziej dłoń na jego ramieniu.
- Panie... - szepnął Jurij – O, Panie...
- Bądź pozdrowiony orle – głos przybysza był twardy, a jednocześnie cudownie melodyjny. Trafiający prosto do serca i zostający w nim na zawsze – Ostrzeż niedźwiedzia, bo zbyt głośno mruczy. Niech nie zbliża się do wężowego plemienia. Ona nie będzie się grzać w łapach niedźwiedzia, ale osłoni ją grzywa wilka.
- Nie rozumiem – ośmielił się.
Brunet uśmiechnął się zaledwie kącikami ust. Jego oczy pozostały tak samo poważne i uważne, jak przed chwilą.
- Wkrótce zrozumiesz – powiedział i oddalił się w chmurze nienamacalnego pychu.
- Poczekaj... czego Ty właściwie ode mnie oczekujesz? - krzyknął Jurij, ale z przerażeniem odkrył, że znów został sam. Spojrzał w niebo, ale nie znalazł tam żadnej odpowiedzi. Noc znów była nocą.

***
 

Jawnuta, korzystając z nieobecności księcia, przybliżył się do śpiącej Ulrike. Delikatnie położył lekko chropowatą dłoń na jej gładkim, bladym policzku. Dziewczyna poruszyła się niespokojnie, a po chwili pociągnęła go ku sobie. Wtuliła się w niego. Był tak blisko, że wyczuwał szybsze bicie jej serca i lekko przyspieszony oddech. Był pewny, że spała. Ich ciała stykały się ze sobą. Dziewczyna poruszyła się przez sen, dotykając jego niemal nieosłoniętego torsu. Jęknął cicho. Na wszystkich bogów! Był jedynie mężczyzną, zresztą pragnął jej od pierwszego spotkania. Jej zapach rozgrzanego, namiętnego, kobiecego ciała owładnął nim. Resztkami opanowania powstrzymywał się, by nie zacząć jej pieścić. Zesztywniał, mocno zaciskając wargi. Kiedy jednak dziewczyna przekręciła się i jej ciepły oddech pieścił bezlitośnie jego tors, natomiast druga ręka dziewczyny mimowolnie spoczęła na jego najwrażliwszym miejscu, by potem przez chwilę delikatnie je gładzić, nie wytrzymał. Gwałtownie i wygłodniale ją pocałował. Z piersi dziewczyny wydarło się namiętne westchnienie. Ciągle śpiąc, pociągnęła go na siebie. Delikatnie, przez materiał szaty, zaczął gładzić jej piersi, ale i to wystarczyło, by dziewczyna zaczęła się wić. Jej ciało domagało się większych pieszczot, a kim on był, żeby jej odmówić. Włożył dłoń pod materiał, by pieścić ją znacznie żywiej i gwałtowniej. Dziewczyna mruczała przez sen. Jej mruczenie i jęki były jak najpiękniejsza, najbardziej namiętna pieśń, jaką mógł usłyszeć. Gdyby tylko były prawdziwe, gdyby nie śniła, ale naprawdę tu i teraz oddawała mu się całkowicie. Zaraz jednak odsunął od siebie te myśli. Dzisiaj była jego noc. I miał zamiar jak najlepiej ją wykorzystać. W duchu dziękował Perunowi za to, że jego senior również poczuł urok tej namiętnej nocy i z pewnością teraz zajęty był sprawami wagi państwowej. Znacznej wagi, sądząc po jego charakterze.

Nie dane mu jednak było zastanawiać się nad kwestią przyszłego pana na Trokach. Ulrike... Judith domagała się jego pieszczot.

Jego dłoń delikatnie dotknęła jej pięknych, kształtnych ud i zaczęła je gładzić. Zadrżała i jeszcze mocniej przysunęła się do niego. Najpierw powoli, potem coraz gwałtowniej zaczął sprawiać jej przyjemność. Drżała pod wpływem jego pieszczot. Jej oddech był co raz szybszy, bardziej raptowny. Była jego i tylko jego. Już sama ta myśl, mąciła mu zmysły i sprawiała, że krew w jego żyłach zamieniła się w żywy ogień. I już nie potrafił się powstrzymać. Nadszedł czas.
Już sięgał do swoich spodni, już je ściągnął, gdy nagle krzaki zaszeleściły znacząco. Zerwał się na równe nogi i szybko w ciemności wymacał miecz, gotowy do ataku.
Krzaki zaszeleściły kolejny raz, a on stał naprężony, lekko drżący, wciąż jeszcze czerwony. Gotowy.
Czuł, że jeśli przeciwnik się nie pojawi, sam wyjdzie na jego spotkanie.
Nagle z krzaków wyszły dwie postacie. Księżyc oświetlił ich twarze, a Jawnuta, uspokojony, opuścił broń.
- Mój panie - powiedział, z trudem ukrywając podniecenie w głosie - To niebezpieczne. Nie wiadomo, czy nie ciągną się za nami chordy tych psów.
- Byliśmy na zwiadzie. Nie ciągną się - odpowiedział Wielki Książę tonem nieznoszącym sprzeciwu.
Jawnuta miał ochotę coś odpowiedzieć, ale powstrzymał się. Miast tego dorzucił drewno do tlącego się ogniska.
- Idź spać, przyjacielu - Wielki Książę spojrzał na niego nieodgadnionym wzrokiem - Teraz moja kolej na wartę.

skomentuj (7)

Droga do Trok 2011-08-18 19:35:53

U., końcówka powinna ci się spodobać. Rozwijam się :D

***
Kiedy później zastanawiał się nad tym, jak udało mu się uratować dziewczynę, nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie. Pamiętał wszystko jak przez mgłę. Krew, krzyk mordowanych, ich groźby. To, że gdy wreszcie rzucił jej miecz, broniła się jak zajadła kotka. I to jak później usiłował pocieszyć dziewczynę. Była mu wdzięczna, to prawda ale za nic nie potrafiła się uspokoić. Delikatnie gładził jej piękne, gęste włosy. Tulił ją do siebie, szepcząc ciepłe słowa. W myśli jednak przeklinał braci zakonnych za wszystko, co jej zrobili. ***
- Musimy uciekać – powiedział do swojego przełożonego. W jego głosie można było wyczytać jakiś twardszy ton.
- To Ulrike musi uciekać – Wielki Książę popatrzył na niego poważnie.
- Zależy ci na tamtej? Pamiętasz przepowiednie? Zakon doskonale wie, gdzie szukać rudowłosej. Wytnie w pień wszystkich w świątyni. Wiesz... ciągle nie rozumiem, jak można być tak okrutnym. Weźmy je obydwie i uciekajmy do Trok. Tam ich nie znajdą.
- A co z pozostałymi kapłankami? – uśmiechnął się z lekką ironią w głosie, po czym pogładził się po brodzie.
- A po co mieliby się na nich mścić. Przecież to o Ulrike im chodzi. Nie będą marnować oddziałów na pogańską świątynie.
Wielki Książę patrzył na bojara długo i przeciągle, jakby się nad czymś głęboko zastanawiając. Na jego czole pokazała się przeciągła zmarszczka. Zaczął nerwowo chodzić po komnacie. Wreszcie zatrzymał się i poważnie popatrzył na Jawnutę.
- Może i mam rację - powiedział powoli, jakby z ociąganiem - Dziś jeszcze ruszamy.
Rycerz uśmiechnął się do siebie. Wielki Książę potrafił być niezwykle uparty i nieprzejednany. Wynikało to z jego nieprzeciętnej inteligencji. Nad każdą sprawą musiał się dokładnie zastanowić. Każdą sprawę musiał dokładnie przemyśleć, żeby wreszcie podjąć decyzję. Ale kiedy już się na coś zdecydował, rzadko schodził z raz powziętej drogi.
On był znacznie bardziej elastyczny. Wiedział, że do każdej sytuacji należy się jak najlepiej przystosować. Nie można trzymać się jednej opinii. Świat się zmienia, czas upływa. Jeśli nie będzie się bardziej elastycznym, świat może cię wyśmiać, a czasem nawet zniszczyć.  Wielki Książę kpił sobie czasem ze swojego ulubionego bojara porównując go do chorągwi trzepoczącej na litewskim wietrze. Nigdy nie było wiadomo, w którą stronę się obróci. Życie na Litwie wymagało ciężkich decyzji. Czasem należało się sprzymierzyć to z jednym sąsiadem, to z drugim, w zależności od tego, kto więcej zaoferował. Wszystko w życiu wygasa, zmienia się. W jednej chwili jesteś poganinem, potem - bo być trzeba się będzie chwilowo sprzymierzyć z tymi wilkami znad Nogatu albo z tymi niedźwiedziami z Polski - udawać chrześcijaństwo. Powrót do wiary ojców nie będzie stanowić później żadnego problemu. Miłość? Miłoś jest najbardziej kapryśną z boginek. Jedyną trwałą wartością jest wierność swojemu księciu. Po grób.
A jednak mimo to miał ochotę poświęcić się dla dziewczyny, którą ledwo co poznał. Uczucia, które w nim wywoływała. Rządza? Czułość? Bardziej to pierwsze. Od pierwszej chwili, kiedy ją spotkał... Wcześniej co prawda zerkała łaskawym okiem na Wielkiego Księcia. Ale to on ją wyrwał z pazurów tych malborskich harpi. W końcu go pokocha. Musi.
A w jego ramionach zapomni o tym, co ją spotkało.
Ulrike... słodka Ulrike...
***
Noc nie należała do spokojnych. Księżyc oświetlił komnatę, w której spały kapłanki. Dwie męskie postacie powolnym, ale cichym krokiem zbliżyły się do łóżek, na których spać miały ich wybranki.
- Cicho - szepnął uspokajająco Wielki Książę do ucha swojej ulubionej ciemnookiej kapłanki- Wstań powoli, chodź ze mną. Czas nagli.
Przerażona spełniła jego prośbę. Powolnym krokiem udała się do drzwi. Wielki Książę w połowie drogi gwałtownie złapał ją i wziął na ręce. To samo po chwili zrobił Jawnuta.
Kilka sekund później byli już w drodze.

***
- Judyta... - mruknęła pod nosem, w czasie ich podróży do trokijskiego zamku.
Jawnuta spojrzał na rudowłosą i zielonooką z lekkim zdziwieniem.
- Muszę zmienić imię. Będę Judytą. Pod tym imieniem nikt mnie nie pozna.
- Ulrike... - szepnął namiętnie, patrząc jej głęboko w jej piękne, duże zielone oczy. Mimowolnie na plecach poczuła dreszcz. Mocniej ścisnęła wodze.
- Judyto - poprawiła go drżącym od emocji głosem.
- Judyto... - zgodził się - Gdybym mógł... rzuciłbym ci pęk pawich czubów pod twoje nogi. Bylebyś tylko zapomniała, ile złego ci uczynili. Gdybym był wcześniej przy tobie, do niczego by nie doszło... wiem o tym...
- Cicho - syknęła niecierpliwie.
Podjechał do niej bliżej i delikatnie ujął jej dłoń. Czuła przyjemne mrowienie. Pospiesznie spuściła wzrok i wyrwała rękę.
- Judyto...
- Nie bądź głupcem - syknęła - I zostaw mnie. Tracisz tylko niepotrzebnie czas.
Pogoniła konia. Jej rude, długie włosy rozwiał litewski wiatr.
-
***

skomentuj (2)

Zemsta 2011-08-12 17:49:58

 

***

Swoim zwyczajem skoro świt wybrała się nad jeziorko. Szybko zdjęła szatę i wskoczyła do wody. Ledwo przyzwyczaiła się do temperatury wody, wzięła głęboki oddech i zanurzyła się pod wodę, aby chwilę potem wynurzyć się, kaszląc. Przyjemnie chłodne krople spływały po jej długich włosach, łagodnie pieszcząc jej bladą skórę. Była wolna. Chociaż przez chwilę mogła zapomnieć o swoich kłopotach. O tym, że Zakon nie spocznie dopóki jej nie dorwie. W świątyni była póki co bezpieczna, ale zastanawiała się, jak długo będzie mogła jeszcze bezkarnie narażać kapłanki. Zakonnicy byli nie tylko pamiętliwi, ale i bezwzględni. Prędzej czy później będzie musiała stąd uciekać. Pytanie tylko: dokąd? Zakon miał niemal wszędzie swoich szpiegów. Także tu, na Litwie, wcale nie było tak bezpiecznie. Korona? Korona była ciągle zbyt słaba. Z łatwością mogła się ugiąć pod naporem germańskich mieczy. Tam będzie jak na wyciągnięcie ręki. A jeśli by tak całkowicie zmienić tożsamość? Dostać się pod opiekę samego Wielkiego Księcia? Może wtedy miałaby jakieś szanse na przeżycie. Ale czy książę jej uwierzy? Czy nie będzie jej podejrzewał o szpiegostwo na rzecz Zakonu? Uratowała życie przyszłej Wielkiej Księżnej. Kapłanka ma wobec niej dług wdzięczności czyż nie?

- Scheisse! - zaklęła.

- Ładnie klniesz jak na służkę zakonną - usłyszała lekko kpiący głos. Gwałtownie odwróciła się w stronę, skąd dochodził.
Czterech rosłych mężczyzn ubranych po litewsku, z ledwie widocznymi śladami zarostu na twarzy. Z trudem powstrzymała się, żeby nie posłać w ich stronę jeszcze gorszej wiązanki przekleństw.

- Tego szukasz? - uśmiechnął się jeden z nich. W ręku trzymał jej miecz – Co za ciekawy widok. Nasza droga zaginiona siostrzyczka. Może się przywitasz z braćmi?

- A żeby cię piorun trzasnął – syknęła, mrużąc oczy.

- Piorun? Czyżbyś się wyrzekła wiary? - zakpił, bezczelnie się uśmiechając – Wychodzisz, czy sami mamy cię wyciągnąć? Ostrzegam. Ta druga możliwość będzie dla ciebie znacznie bardziej bolesna.

- Przyjdźcie, jeśli potraficie – zmrużyła gniewnie czoło, a potem skierowała się w przeciwną stronę. Jedyna jej nadzieja, że nie potrafią pływać. Nie przewidziała tylko jednego. Ledwo dopłynęła do przeciwległego brzegu, a już z zarośli wyłoniła się kolejna grupka braci.

- Miałaś nas za głupców, siostrzyczko?

Zaklęła pod nosem. Zmęczona, nie była w stanie się długo bronić. Mężczyźni szybko ją obezwładnili. Pozbawiona szat, była całkowicie wystawiona na ich popędliwe spojrzenia i kpiny. Nie miała najmniejszych wątpliwości, co zaraz nastąpi. Miała ochotę krzyczeć, ile sił w płucach, ale wiedziała, że w okolicy jest sama. Do świątyni było jeszcze jakieś półgodziny. Jeśli doliczyć czas za nim ktoś zauważy, że zniknęła... Skuliła się wewnętrznie w sobie czując, że zaraz się rozpłacze. Mimowolnie pojedyncza łza spłynęła po jej policzku, co wywołało głośny śmiech zakonników.

- Nie płacz, siostrzyczko. Boisz się nas? Zupełnie niepotrzebnie – odezwał się jakiś brunet. Jego głos ociekał fałszem i ironią – Nie zrobimy ci przecież krzywdy. Zakon jest miłosierny. Zaraz będzie ci dane odkupić błędy, służąc nam, najlepiej jak potrafisz.

- Dotknij mnie tylko...- syknęła, z trudem ukrywając narastającą panikę.

- Jest nas czterech, zaraz dołączą pozostali. A ty jesteś jedna. Mamy miecze, a ty jesteś bezbronna. Naprawdę myślisz, że uda ci się obronić? - powiedział z błyskiem w ciemnych oczach.

- Reguła zabrania wam... a Wielki Mistrz... - w odpowiedzi została jedynie uderzona w twarz.

- Zdradziłaś nas, siostrzyczko. Na dodatek z tymi pogańskimi bastardami. Przeszłaś na ich wiarę i zostałaś wykluczona z kościoła. Mamy rozkaz dostarczyć cię kapitule. Ale nie jest powiedziane, w jakim stanie.

- Jeśli jestem heretykiem to tym bardziej nie powinniście mnie tknąć. Będziecie nieczyści i potępieni.

- A jeśli oskarżymy cię o czary? - spytał, po czym nagle przycisnął ją do siebie i gwałtownie pocałował. Jego ręce zaczęły błądzić po jej ciele. Wierzgnęła, ale za nim zdołała się wyrwać, dwóch z pozostałych mężczyzn przytrzymało ją. Zakonnik odsunął się od niej i roześmiał się chrapliwie.

- Widzieliście? Rzuciła na mnie urok

- Słyszałem – odezwał się czwarty mężczyzna podchodząc do ciemnookiego – że na Litwie dziewice oddają pogańskim bóstwom nie tylko duszę i umysł, ale również ciało.

- Zaraz się o tym przekonamy, bracie Gotfrydzie. Razem... – spojrzał Ulrike wyzywająco w oczy. Ta zbladła nieco i spuściła głowę.

***

- Coś długo jej nie ma – zaniepokoiła się najwyższa kapłanka. Jako jedyna znała większą część historii Ulrike. Na tyle dużą, żeby jej zaufać. I żeby zacząć się niepokoić. Młodszy z przybyszów: bojar Jawnuta wstał z ławy i popatrzył poważnie w duże, brązowe oczy kapłanki. Po chwili odwrócił się w stronę Wielkiego Księcia. Ten skłonił przyzwalająco głowę.

- W tej chwili ruszę.

- To może być pułapka – mruknęła któraś z kapłanek.

- Chcieli dorwać Ulrike, więc pewnie nie wysłali dużego oddziału. – mruknął i wyszedł z sali. Pospiesznie zgarnął najpotrzebniejsze rzeczy i wyruszył. Musiał odnaleźć dziewczynę. Inaczej oszaleje.

***

Nie, nie da im tej satysfakcji. Nie pozwoli, by zobaczyli jej słabość. Musi wytrzymać. Niezależnie jak wielki ból, wstyd i obrzydzenie czuje. To wszystko jest nieważne. Wytrzyma.

- Czyżbyś była nieusatysfakcjonowana, siostrzyczko? - mruknął ciemnooki, przyglądając się z zainteresowaniem wyczynom swoich towarzyszy.
Nie były zbyt wyrafinowane, ale nie obchodziło go to. Dziewczyna była zdrajcą, a zdrajców należy karać. Uśmiechnął się lekko pod nosem. Ulrike nie wiedziała, że to co teraz przeżywa to dopiero początek. Tortury, jakim podda ją z pewnością kapituła po to, by wyciągnąć z niej wszystko, co wie na temat Litwinów, będą znacznie gorsze. A potem czeka ją długa i bolesna śmierć, na którą w pełni zasłużyła.

W tym momencie jeden z oprawców odsunął się tylko po to, żeby po chwili natrzeć na nią ze zdwojoną siłą. Całym jej ciałem wstrząsnął spazm bólu, kiedy wbił się między jej pośladki. I dopiero wtedy z jej piersi wydarł się niemal nieludzki krzyk.

- Proszę – wyjęczała mimowolnie przez łzy między jednym ruchem mężczyzny a drugim.

- O co prosisz, siostrzyczko? - spytał brat Gotfryd, odsunąwszy na chwile ręce z jej piersi – O litość? Dla zdrajców nie ma litości.

***

Słysząc jej krzyk, pogonił jeszcze konia. Serce biło mu jak oszalałe. Z jednej strony czuł ulgę na myśl, że dziewczyna jest w pobliżu. Z drugiej strony jego wściekłość i nienawiść znacznie jeszcze wzrosła. Wziął głęboki wdech, żeby się uspokoić. Chciał jak najszybciej być przy dziewczynie. Musiał ją stamtąd wyrwać. Zanim mu ją odbiorą. To było dziwne uczucie. Poznał ją zaledwie wczoraj, a już czuł, że musi ją mieć przy sobie. Nigdy dotąd nie czuł czegoś tak silnego.

Po raz kolejny usłyszał krzyk znacznie bliżej. Wstrzymał konia. Jego atutem było zaskoczenie. Musiał je jak najlepiej wykorzystać.

skomentuj (1)

Pierwsze spotkanie cz.1 2011-08-10 22:00:53


Obudziła się rano z dziwnym przeczuciem i pospiesznie zeszła na śniadanie. Usiadła na ławie przy swojej przyjaciółce i, delikatnie odgarnąwszy rude włosy z mlecznobiałego czoła, spytała cichym, melodyjnym tonem.

- To dzisiaj? To dzisiaj ma się zjawić? - powtórzyła niecierpliwie.

Czarnowłosa podniosła głowę i spojrzała na przyjaciółkę dużymi, ciemnymi oczami. Po chwili skinęła głową.

- Dzisiaj. Na Peruna, nie mogę się doczekać.

Ulrike skrzywiła się nieznacznie. Ciągle jeszcze nie wyrzekła się wiary ojców.

- Ponoć jest ci przeznaczony – popatrzyła badawczo na przyjaciółkę.

- Moim przeznaczeniem jest Perun.

Rudowłosa uśmiechnęła się z lekką ironią.

- Chodź, pomogę ci wybrać suknię. W takiej przecież nie możesz się pokazać Wielkiemu Księciu.
                                                                   ***
Delikatnie chłodziła swoje nagie, wykute jakby z marmuru ciało, ciesząc się ostatnimi promieniami zachodzącego słońca. Wszędzie panowała cisza, przerywana jedynie łagodnymi trelami słowików. Była pewna, że Wielki Książę dotarł już do świątyni. Nie miała zamiaru na niego czekać. To był dzień jej przyjaciółki, a nie jej. Westchnęła cicho i delikatnymi ruchami zaczęła gładzić swoje mlecznobiałe ramię. Nie wiedziała, że od jakieś chwili przygląda jej się badawczo dwóch mężczyzn. Dopiero, kiedy usłyszała trzask łamiącej się gałęzi i krótkie acz dosadne przekleństwo, gwałtownie odwróciła się w stronę, skąd doszedł ją hałas. Zaczerwieniła się i gwałtownie wyskoczyła z sadzawki. Chciała uciec, ale mężczyzna powstrzymał ją gestem. Było w nim coś niebezpiecznego, gwałtownego a jednocześnie pociągającego, że aż się wdzięcznie zaczerwieniła.
- Wiesz może jak trafić do świątyni Peruna? - spytał lekko zachrypniętym głosem, który sprawił, że serce zaczęło jej bić co raz gwałtowniej.
Skinęła głową i uśmiechnęła się lekko.
-Pokażę wam drogę – powiedziała, pospiesznie zakładając sukienkę.
Młodszy mężczyzna jęknął cicho, co wywołało półuśmiech na twarzy współtowarzysza.

***

Wciąż ukradkiem przypatrywał się rudowłosej dziewczynie, bezwiednie zapominając o celu swojej podróży. Było w niej coś dziwnego, a zarazem intrygującego, innego od Litwinek. I nie chodziło ani o jej nietypowy akcent, ani o ten dziwny błysk w oku, który sprawiał, że od pierwszej chwili zapragnął ją mieć. Sprawa była znacznie bardziej skomplikowana.

„Ocknij się” syknął w myślach „Ona nie jest dla ciebie. To nie ją ci Perun przeznaczył.”

W tym momencie dziewczyna odwróciła się w jego stronę i ich oczy się spotkały. Zielone tęczówki zaczęły dialog z ciemnymi, ich serca zaczęły bić w tym samym tempie. Już miał coś powiedzieć, ale gwałtownie odwróciła twarz. Dojeżdżali.

***

 

 

Całą biesiadę przyglądał jej się uważnie. I jemu się podobała. Lekkie promienie trzaskającego ogniska migotały w jej rudych włosach. Miał straszną ochotę dotknąć ich i zobaczyć, czy naprawdę są tak puszyste i miękkie jak mu się wydawało. Nie pasowała do tego środowiska. I nie chodziło tylko o to, że jest Niemką. Zresztą, kiedy poznał jej historię, przestało mu to przeszkadzać.

-  Wychowałam się niemal od dzieciństwa na zamku. Uciekłam stamtąd, kiedy miałam dwanaście lat. Wtedy zrozumiałam, że to wszystko w co dotąd wierzyłam było wierutnym kłamstwem. Krzyż nie zawsze jest błogosławieństwem - delikatnie spuściła swoje piękne, zielone oczy. Milczała przez chwilę, po czym wyszeptała drżącym głosem.

- Tu poczułam się naprawdę wolna. Zaopiekowano się mną troskliwiej niż zrobiliby to rodzice.

- Ulrike uratowała mi życie - powiedziała łagodnie czarnowłosa kapłanka, czym zwróciła na Niemkę uwagę swojego towarzysza. Ulrike po raz kolejny zaczerwieniła się pod wpływem jego intensywnego spojrzenia.

„Zostaw go. On nie jest dla ciebie” skarciła się w myślach i ciepło uśmiechnęła się do drugiego przybysza. Popatrzył na nią przeciągle, a potem odwzajemnił uśmiech. Mimo to jego oczy pozostały poważne. Poznał, co działo się w sercu Niemki. Jego pan doskonale potrafił działać na kobiety. Nie znał takiej, która mogłaby mu się przez dłuższy czas opierać. Prędzej czy później każda, którą wybrał lądowała w jego łożu. I chociaż zawsze je zostawiał, żadnej nawet do głowy nie przyszło, żeby się uskarżać. Wszystkie traktowały tę noc jak najdroższy skarb.

Jedynie z tą ciemnowłosą kapłanką miało być inaczej. Perun ją naznaczył na przyszłą Wielką Księżną. Zgodnie z przepowiednią miała urodzić wielkiego wodza, który umocni Litwę i uwolni ją od jarzma Zakonu.

Biedna Ulrike. Jest na straconej pozycji.

skomentuj (0)

Przepowiednia 2011-08-10 21:57:59

 

Krwią spłyną twoje usta

Kielich goryczy wypijesz

Twarz zasłoni kiru chusta

Ach nieszczęsna, po cóż żyjesz?

Lecz nastąpi dzień szczęśliwy
I uniesiesz krwisty miecz
O boginko, zemsta silna
Wrogów twoich spłynie krew


Przepowiednia kapłanki Peruna o Ulrike von der Rache

skomentuj (0)




» Księga


2011
sierpień


Szablon i HTML wykonała Vanare.
Pobrano z Fantasy Lays.
Zdjęcia wzięte z deviantart.com
Szablon dopasowany do przeglądarki Mozilla Firefox.